Jak powstało piekło i diabeł?

Osobiście sądzę, że mój Bóg nie straszy mnie piekłem, ale obecność diabła, złej mocy, mamy przekazywaną od zawsze. Dlatego spróbowałem złagodzić trochę wizerunek Boga karzącego piekłem, aby móc mocniej wtulić się w jego miłość i opisałem tę fikcyjną historię powstania i trwania piekła. Specjalnie to podkreślam, by nie urazić niczyich przekonań religijnych.

Bóg stworzył życie, cały świat oraz Adama i Ewę, dając im w swojej mądrości i dobroci same wspaniałości. Jego celem było ich szczęście. Dając im wolność był przekonany, że ten największy dar, uwieńczony wolną wolą, musi być doceniony i to wystarczy, aby kierowali się boskimi prawami dla ogólnego dobra. Jednak rajska praktyka zaczynała zadziwiać Stwórcę. Przemyślał to jeszcze raz i uczynił tak: wezwał do siebie mało subordynowanego archanioła (ciężko o subordynację, jeżeli żyjesz w świecie, gdzie jesteś aż tak wolny). Znany był on z tego, że robił różne kawały: a to wyrwał piórko ze skrzydła anielicy, a to schował komuś aureolę. Czasami było to śmieszne, ale częściej żenujące i przez to… też śmieszne. Dzięki temu miał komplet publiczności. Bywał też złośliwy, zakłócając niebiańskie chóry koncertami rockowymi, a już na pewno przesadził, kiedy chciał zatrudnić do odśpiewania niebiańskiego hymnu Anitę Durniak. Wiadomo, jak jej to wcześniej wychodziło. Jednak jego działania choć częściowo rozwiewały wszechobecną nudę, więc mógł przydać się Bogu do nowego zadania.

Stojąc przed obliczem Stwórcy usłyszał: – Kolego, mamy problem. Stworzyłem człowieka na swoje podobieństwo, otoczyłem go dobrocią, dałem wolną wolę i serce mi rosło, jak patrzyłem na ten ogrom wspaniałości. Okazało się jednak, że oni nie mają przede mną żadnego respektu! Po co przestrzegać jakichkolwiek praw, respektować zakazy i nakazy, skoro wiedzą, że w swoim miłosierdziu i tak im wszystko wybaczę? Dlatego mam dla ciebie zadanie – kontynuował Stwórca – będziesz musiał ich straszyć, nakłaniać do grzechu i bałamucić. Będziesz obrzydliwym łotrem, na którego mogę wszystko zwalić. Zorganizujesz dla opornych coś w rodzaju szpitala (czyściec), a dla niereformowalnych jakieś niezbyt przyjemne miejsce, gdzie przez całą wieczność będą pokutować za to, że mnie lekceważyli. Coś tam wymyślisz. Dam ci do pomocy takiego oślizgłego drania, on załatwi sprawę tak, że wina spadnie na Adasia oraz Ewkę i nareszcie przestaną mi się snuć po raju na golasa z zadowolonymi minami. – Pasuje ci, kolego? – zapytał na koniec.

Archanioł długo się nie zastanawiał, szczególnie biorąc pod uwagę obowiązki nakłaniania do grzechu oraz bałamucenia, i odrzekł krótko – W porządku, biorę tę robotę i spadam.

Tak powstało piekło.

Niestety dla niesfornego archanioła, Bóg odwołał go niedługo z tej funkcji. Okazało się, że ludzie przejęli jego rolę tak skutecznie, że sam diabeł nie wymyśliłby równie okrutnych sposobów udręki, jakie sami sobie zadają. Wyręczali w tym diabła tak skutecznie, że stał się Bogu niepotrzebny. Został jednak w naszych głowach i dalej robimy sobie to, co diabeł miał robić nam.

Jest też w naszych sercach olbrzymi ładunek miłości, dobra i radości, wynikający z ofiarowanego nam życia. Będziemy go świadomi, kiedy odkryjemy jego praktyczne zastosowanie w codziennych sytuacjach, które wydają się pozornie zupełnie bez znaczenia.

Sami powołujemy do życia zło, nienawiść, zakłamanie i nadmierne oczekiwania wobec siebie, a poprzez to – wobec innych ludzi. Świadomość tego, że sami zapraszamy piekło do naszego życia, pozwoli na wolność przy dokonywaniu wyborów i pomoże zadbać o siebie.

Odkrywajmy jak najwięcej miłości, stając się bardziej ludzkimi i korzystajmy w pełni z naszego człowieczeństwa. Kierujmy swoim życiem, mając tego świadomość. Doskonali nie będziemy nigdy i Bóg to wie. Tacy właśnie jesteśmy sobie potrzebni, prawdziwi. Stając się bardziej łagodni dla siebie, a poprzez to dla innych, sami kasujemy wizerunek piekła. Raz pokazaną ideę piekła pielęgnujemy, a dlaczego tak trudno nam zostać przy miłości?

Wierzę, że dobro mamy wrodzone, a zło nabyte. Więc ze zła nie musimy korzystać, a z dobra zawartego w naszym „ja” – co najmniej powinniśmy. Spróbujmy to robić bez względu na naszą moralność, która jest otwartą kartą. Ta otwartość i prawo do zmiany przekonań to oznaka wolności zawartej w człowieczeństwie.

Wierzysz w diabła
to poczekaj,
aż zobaczysz go
w skórze człowieka
Lękasz się go,
choć czasami
myśl przychodzi:
to my sami!
Lecz kuszące
jest kolego
zwalić to na
diabła złego.

 

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Vitriol na Facebooku